„Niech każdy liczy tylko na siebie”: taki komunikat wydała niedawno jedna z ukraińskich firm energetycznych. Zniszczenia w infrastrukturze na skutek nalotów są tak duże, że nie tylko ta jedna firma nie może gwarantować odbiorcom, że jesienią i zimą będą mieć prąd. Bliżej frontu, w obwodzie donieckim i części charkowskiego, już dziś energię zapewniają głównie mobilne kotłownie i agregaty. Ale nie tylko w sferze energetyki może to być najcięższa wojenna zima dla Ukrainy. Chcemy pomóc naszym ukraińskim przyjaciołom – ludziom, do których już jeździliśmy z pomocą zbieraną przez nas, ale także z tą podarowaną przez czytelniczki i czytelników „Tygodnika Powszechnego” – i zebrać środki, za które będziemy mogli kupić agregaty inwerterowe, stacje zasilania i materiały z zakresu medycyny ratunkowej (np. opaski hamujące krwawienie). Chcemy je zawieźć, tak jak wcześniej, przede wszystkim na wschodnią Ukrainę. Dotychczas wykonaliśmy kilka transportów, a na Ukrainę obok materiałów opatrunkowych trafiały ciepłe polary, śpiwory, agregaty, odżywki dla dzieci, pomoc powodzianom: pompy do wypompowania wody z zalanych domów, osuszacze, myjki ciśnieniowe, ogrzewacze, pastylki do dezynfekcji wody w studniach i wiele wiele innych. Mamy nadzieję, że i tym razem pomożemy bezpośrednio naszym sąsiadom przetrwać zimę i utrzymać nadzieję na lepsze życie! Tak jak kiedyś pomagano nam w Polsce.